“Jestem z moim mężem 9 lat, rok po ślubie. Kocham go najbardziej na świecie. Nasz związek od samego początku to wieczna walka. Jak sie poznaliśmy walczyliśmy z rodzicami. Moja mama (którą bardzo cenie) była przeciwna naszym spotkaniom, bo byłam za młoda i miałam naukę. Ale już przy maturze zauważyła, że potrafię skoncentrować się na tym co w tej chwili najważniejsze. Zauważyła, że choć kochamy się szaleńczo i nie potrafimy dnia bez siebie wytrzymać, jesteśmy odpowiedzialni. Potem wyjechałam na studia, on został w rodzinnym mieście. Do dziś pamiętam mokre od łez poduszki, nieprzespane noce….Było bardzo ciężko. Jak przyjeżdżałam do domu to cały czas spędzaliśmy wspólnie. Znowu rodzice (jedni jak i drudzy) byli niezadowoleni. A my po prostu chcieliśmy być ze sobą wiecej, dłużej, bardziej. Wciąż nienasyceni…A moje studia trwały i brak siebie nacodzień dawał nam się coraz bardziej we znaki. Wbrew rodzicom postanowiliśmy zamieszkać razem. Mój wówczas chłopak zrezygnował z pracy, musiał poszukać jej od nowa w mieście, gdzie studiowałam. Nie było łatwo. Pracował po 12h dziennie, za marne grosze…ale pamiętam, że jak przychodziły moje egzaminy i musiałam się uczyć, a on odreagowywał przy komputerze….siedziałam obok z książką w ręku, żeby go tylko czuć blisko. Potem nasze drogi znwou się rozeszły. Z powodów finansowych był zmuszony wyjechać za granice. Znowu kłody pod nogami….Ale po roku, jak skończyłam studia, dołączyłam do niego. Dziś już się nie rozstajemy. Wszędzie razem, zawsze razem i wciąż nam siebie za mało. Jesteśmy nie tylko parą ale też przyjaciółmi. On opowiada mi o samochodach i komputerach, ja słucham z zaciekawieniem. Jak idzie podłubać przy samochodzie woła mnie. Żebym była obok, choćbym miała czytać książkę obok na trawie….Gdy wychodzi rano do pracy budzi mnie pocałunkiem w policzek. Gdy mu powiem, że mam za dużą fałdkę na brzuchu całuje mnie w to miejsce tak długo, aż zrozumiem, że on kocha mnie wraz z tymi fałdkami. Rozmawiamy na wszystkie tematy, nawet jeśli nie znam się na czymś, nie szkodzi- słucham go, bo wiem, że dla niego to ważne. on robi to samo dla mnie. Każdego dnia cieszę się, ze jesteśmy razem. Każdego dnia kocham go jakby bardziej. Każdego dnia dziękuje Bogu, że go mam. Bo jest moim największym szczęściem. Bo jest, wspiera mnie, kocha, rozumie, słucha…..bo tyle razem przeszliśmy. A wszystko to co złego się dzieje, tylko nas wzmacnia. Bo pokonujemy to razem, a to zbliża nas do siebie coraz bardziej.
Rutyna? Po tylu latach pojawia się mniej lub bardziej. Dlatego, gdy przychodzi weekend decydujemy w 10 minut, że jedziemy w góry lub nad jezioro. Albo że bierzemy po butelce piwa i idziemy gdzieś na polanę pogadać. Albo gramy w gre w sieci…..wszystko, czego nie robimy na codzień, a co możemy zrobić wspólnie przynosi nam radość. Wciąż dorzucamy coś do ognia, żeby nie zgasł. Trzeba powiedzieć sobie jasno- problemy życiowe będą się pojawiać- ale mamy siebie i mozemy wspólnie je pokonać. Nie one nas a my je. A wtedy mamy wspólny sukces…czy to nie powód do wielkiego buziaka? Do spędzenia chwili sam na sam i radości, że wspólnie czegoś dokonaliśmy.
Długo można by pisać…życie jest tylko jedno…cieszmy się każdą choćby najmniejszą chwilą…wtedy jest pięknie…kochajmy i bądzmy kochani!”
Znalezione w sieci. Tak bardzo podobna historia. Nic wiecej do dopisania
PS: Kocham Cię :* Teraz mam Cię tak blisko ze już nie puszczę

3 comments
Comments feed for this article
26 maj 2009 @ 11:43 PM
Maja
naprawdę bardzo podobna historia do Twojej ( z moich obserwacji)
nie puszczaj go,cieszcie się swoją bliskością,swoim “byciem” po prostu.
Trzymam kciuki
29 maj 2009 @ 9:43 PM
ajka
Czyli już razem?
29 maj 2009 @ 10:18 PM
ofca
Tymczasem razem
przynajmiej na jakiś czas